Dzień dobry! Dzisiaj przychodzę do Was z nieco wolniejszym, pogadankowym wpisem. Mówię trochę wolniej (uroki niedawnego usuwania ósemki!), ale temat, który chcę dziś poruszyć, od dawna leżał mi na sercu.
Będzie o zjawisku, które potrafi zabić całą radość z tworzenia: o perfekcjonizmie.
Cykl twórczy, resztki i... blokada
Zacznijmy od tego, jak wygląda mój schemat działania. Nie ukrywam, że rozwijam swój mały biznes wokół wzorów dziewiarskich. Aby to robić, muszę tworzyć, testować nowe sploty i... kupować nowe włóczki pod konkretne projekty. Mój cykl wygląda mniej więcej tak: wzór darmowy, wzór płatny, projekt z cudzego wzoru (dla nauki).
Po takim cyklu robię stop. Zbieram to, co mi zostało – i tak zaczyna się faza projektów resztkowych.
To mój drugi rok świadomego wykorzystywania resztek. Ostatnio postanowiłam zrobić z nich opaski do włosów. I nagle... poczułam blokadę.
Patrzyłam na te kłębuszki i myślałam: "Te kolory będą się gryźć. Ta grubość tu nie pasuje. Co, jeśli to połączenie będzie brzydkie?". Zamiast tworzyć, analizowałam. Miałam ograniczoną pulę materiałów, nie mogłam pójść do sklepu i dobrać "idealnego" odcienia różu. Musiałam szyć z tego, co mam. I to wywołało u mnie ogromny stres.
Presja idealnego kwadratu na Instagramie
Wszyscy żyjemy w świecie social mediów. Instagram i Pinterest bombardują nas obrazkami perfekcyjnych splotów, idealnie dopasowanych kolorów, swetrów, które leżą jak ulał.
Łatwo wpaść w pułapkę myślenia, że wszystko, co tworzymy, musi takie być. Musi być dopracowane, bezbłędne i estetyczne. Kiedy nam nie wychodzi, kiedy nasz projekt różni się od "idealnego" pierwowzoru, czujemy frustrację i wkurzenie.
Ale prawda jest inna: my nigdy nie wiemy, co kryje się za tym idealnym zdjęciem. Może w zamyśle twórcy ten sweter miał wyglądać zupełnie inaczej? Może coś mu nie wyszło, ale uratował projekt i... nam się to podoba?
Nieidealne = Ręcznie Robione (I wyjątkowe!)
Zawsze porównuję dziewiarstwo do ręcznie robionej ceramiki. Uwielbiam takie kubki! Mają wgniecenia, nierówności, widać na nich ślady palców twórcy. Żaden nie jest taki sam. I to właśnie czyni je pięknymi.
Podobnie jest z naszymi robótkami.
-
Mój słynny sweter w cytrynki? Przy blokowaniu strasznie wyciągnęły mi się rękawy. Nie tak to zaplanowałam! A mimo to, gdy w nim wychodzę, obcy ludzie pytają mnie, skąd go mam.
-
Oversizowy sweter, który aktualnie noszę? Miał być o rozmiar mniejszy.
Większość rzeczy, które zrobiłam, nie jest dokładnie taka, jaką sobie wyobrażałam. Czy to znaczy, że są złe? Absolutnie nie! Są wyjątkowe, bo ja je zrobiłam. Mają moje błędy, moją historię i drugich takich nie znajdziecie w żadnym sklepie.
Wolność w odpuszczaniu
Wracając do moich resztkowych opasek. W końcu powiedziałam sobie: "Okej. Najwyżej to połączenie kolorów nie będzie idealne. Trudno. Jakoś to przeżyję."
Moim celem było wykorzystanie materiałów, a nie stworzenie perfekcyjnego produktu do katalogu. Zamiast biec do sklepu po włóczkę, która "lepiej pasuje", dałam sobie twórczą przestrzeń na błędy, eksperymenty i nieoczywiste połączenia.
I wiecie co? Dopiero kiedy wrzuciłam na luz, poczułam prawdziwą wolność tworzenia. Poczulam, że mogę zrobić z tej włóczki absolutnie wszystko, co chcę. To ma się podobać MNIE, a nie pasować do cudzych standardów.
Mój apel do Was
Dzisiaj mam do Was jedną, ważną prośbę: dajcie sobie prawo do robienia rzeczy nieidealnych.
Wrzućcie na luz. Pozwólcie sobie na błędy. Nie traktujcie każdego projektu jako odtwórstwa czegoś, co widzieliście w sieci. Kiedy odpuścicie presję perfekcjonizmu, poczujecie prawdziwą kreatywność. Niech to, co tworzycie, będzie Wasze. Po prostu po Waszemu.
Mam nadzieję, że te słowa z Wami rezonują i że właśnie tego potrzebowaliście dzisiaj usłyszeć. Twórzcie z radością!
A jeśli chcecie spróbować swoich sił w nowych projektach, ale bez presji, zajrzyjcie do mojej bazy darmowych wzorów – idealnych do eksperymentowania!