Dzień dobry! Dziś poruszymy temat, który dla wielu twórców jest... delikatnie mówiąc, kontrowersyjny. To trochę temat tabu, wokół którego narosło wiele mitów: jak wyceniać swoją pracę?
Wiem, że istnieje wiele szkół. Wiem też, jak łatwo wpaść w pułapkę zaniżania cen z obawy, że "nikt tego za tyle nie kupi". Dostawałam takie komentarze.
Dlatego dzisiaj opowiem Wam, jak ja to robię, jaką mam filozofię i jak wygląda mój prosty wzór na wycenę.
⛔ Zanim przejdziemy do wzoru: Najważniejsza deklaracja
Zanim podam Ci konkretne liczby, musisz zrozumieć mój punkt wyjścia, bo on zmienia absolutnie wszystko.
Traktuję rękodzieło hobbystycznie.
Nie jestem osobą, która utrzymuje się z tego "full time". Nie prowadzę warsztatów, nie mam presji, by sprzedać cokolwiek. Oczywiście, byłoby miło, gdyby kiedyś stało się to większą częścią moich dochodów, ale na ten moment... nie zależy mi na dużej sprzedaży.
Robię to dla siebie, dla odpoczynku i dobrego samopoczucia. I to jest mój największy przywilej w kontekście wyceny.
🗣️ "Nikt Ci tego za tyle nie kupi"
Przy filmach, które zyskały popularność, regularnie czytałam komentarze: "będziesz musiała obniżyć ceny", "to się nie sprzeda".
I wiecie co? Być może tak będzie. A ja nie mam z tym żadnego problemu.
Mogę tego po prostu nie sprzedawać. Jeśli ktoś to kupi – fajnie. Jeśli nie – też spoko. Nie czuję presji, by za wszelką cenę dopasować się do rynku. Gdybym była w innej sytuacji finansowej lub gdyby to było moje główne źródło dochodu, prawdopodobnie (znając moje skłonności do bycia "people pleaserem") zaniżałabym stawki.
Ale nie jestem. Dlatego nie zaniżam.
🎯 Mój klient to nie "hurtownik"
W związku z tym, mam też zupełnie inną grupę docelową. Nie celuję w klienta, który szuka w Google "czapka" i filtruje po najniższej cenie.
Szukam perełek. Szukam osób, które mnie oglądają, być może lubią, doceniają rękodzieło i chcą mieć coś wyjątkowego, coś, czego nie ma nikt inny. Lepszy jest jeden taki wartościowy klient niż dziesięciu przypadkowych.
🧮 Moja formuła na wycenę rękodzieła
Okej, przejdźmy do konkretów. Mój system jest prosty i opiera się na jednej "złotej myśli", którą zawsze mam z tyłu głowy.
Krok 1: Czas pracy
To podstawa. Kiedy tworzę coś z zamiarem potencjalnej sprzedaży, zawsze zapisuję czas pracy. Włączam stoper i skrupulatnie notuję, ile godzin zajęło mi wykonanie produktu.
Krok 2: "Chce-mi-się" – stawka godzinowa
To jest najważniejszy punkt. Kieruję się zasadą:
Wyceń to za tyle, żeby chciało Ci się to zrobić.
Nie daję sobie najniższej stawki godzinowej. Zazwyczaj jest to 35-40 zł za godzinę. To nie jest stawka "super zawyżona", ale jest na tyle komfortowa, że wykonanie zamówienia sprawia mi przyjemność, a nie jest przykrym obowiązkiem, do którego się zmuszam, bo "za mało sobie zażyczyłam".
Krok 3: Koszt materiałów
Oczywisty punkt. Do kosztów pracy doliczam pełen koszt zużytych materiałów (włóczki, guzików, metek itp.).
Krok 4: Mnożnik "wyjątkowości" (x 1,2)
To jest ten "dodatek", o który często ludzie pytają. Biorę sumę z punktów 1 i 2 (Czas pracy x Stawka godzinowa) i mnożę ją razy 1,2.
Co kryje się w tym mnożniku?
-
Koszty okołosprzedażowe: Marketing, robienie zdjęć, kręcenie filmów, pakowanie, obsługa sklepu internetowego. To też jest czas i praca.
-
Wartość wyjątkowości: To jest rękodzieło. Coś stworzonego z serca, unikalnego.
Nie zamierzam z tego rezygnować. Uważam, że to jest wyjątkowe i jeżeli ja nie będę traktować tego wyjątkowo (zaniżając stawki), to nikt inny też nie będzie.
Ostateczny wzór:
Cena = (Liczba godzin x Stawka godzinowa) x 1,2 + Koszt materiałów
Moja filozofia jest prosta: wyceniam swoją pracę uczciwie i na tyle wysoko, by mieć z niej radość. Nie gonię za masowym klientem i jestem pogodzona z tym, że moje produkty nie są dla każdego.
Dążę do tego, by trafiać na osoby, które będą traktować moją pracę tak samo wyjątkowo, jak ja.
A Ty, jak wyceniasz swoje projekty? Czy masz swoją "złotą zasadę"? Daj znać w komentarzu!